Tyrolski Dirndl w krainie ludowych festiwali

Kto słyszał o Oktoberfest – światowej sławy dożynkach odbywających się w stolicy Bawarii, rokrocznie obleganych przez turystów z całego świata? Oczywiście, że każdy słyszał.

Kto słyszał o Frühlingsfest – ludowym festiwalu odbywającym się, jak sama nazwa wskazuje w czasie, gdy przyroda kwitnie a człowiek się cieszy?
Oczywiście, za moment usłyszycie. A dokładniej, przeczytacie.

Frühlingsfest, czyli wiosenny festiwal, odbywający się m.in. w Stuttgarcie i Monachium, to wydarzenie nie tak medialnie rozdmuchane, jak jego wielki brat Oktoberfest, ale mimo wszystko, a może właśnie tym bardziej, godne uwagi. Największy Frühlingsfest odbywa się  w Stuttgarcie na polach Cannstatter Wasen w dzielnicy o nazwie Bad Cannstatt, na przełomie kwietnia i maja. Brak międzynarodowej sławy może oznaczać tylko jedno: Frühlingsfest nie został jeszcze skażony inwazją turystów. Biorąc w nim udział, można zatem doświadczyć na własnej skórze, jak bawią się czystej krwi Germanie. A jeśli o mnie chodzi, zdecydowanie postanowiłam to wykorzystać.

Kto mnie zna choć trochę bardziej, ten wie, że w mojej szafie wisi tytułowy tyrolski Dirndl. Tyrolski Dirndl? A co to takiego ten tyrolski Dirndl? Moi drodzy, Dirndl to Dirndl, po prostu Dirndl – ludowe wdzianko, które bardzo chętnie zakładają na siebie rodowite Niemki, Szwajcarki, czy Austriaczki. A że tyrolski? Akurat do Tyrolu mam wielki sentyment. I przy okazji znalazłam jeszcze za czasów, kiedy mieszkałam w Poznaniu, bardzo tani, używany Dirndl na Allegro. Taki właśnie made in Austria, pasujący na mnie jak ulał. Przypadek? Białą bluzkę do kompletu kupiłam w Kontancji po przecenie, podczas likwidacji sklepu i voilà! – gotowa na podbój niemieckojęzycznych Volksfestów. Oczywiście ja, nie bluzka.

Tegoroczny Frühlingsfest w Stutgarcie to pierwszy taki festiwal, w którym udało mi się wziąć udział. Jak każde tego typu wydarzenie, kryło ono w sobie różnego rodzaju atrakcje: kolejki górskie, diabelskie młyny, stragany z tradycyjną żywnością i akcesoriami. Każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie. Ja i moja załoga (wbrew pozorom nie składająca się z panów na zdjęciu poniżej :)) wybraliśmy jeden z namiotów, w którym od rana do wieczora głównym zajęciem było siedzenie przy drewnianych stołach, śpiewanie nawet, jeśli się nie zna tekstu, tańczenie na ławkach i oczywiście picie piwa. I tak jak na Volksfest przystało, bawiliśmy się wyśmienicie.

 

Poniżej prezentuję Wam jeszcze kilka przebojów, których na tego typu wydarzeniu, nie może zabraknąć:

Advertisements

Opublikował/a

Blog, na którym zmieniają się miejsca i pory roku. Opowieści o odkrywaniu tego, co pięknie i znane, bądź nieznane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s