Stolik po alzacku

Stało się. Przyszła wiosna. Lud wylega na zewnątrz, rozsiada się w promieniach słońca, popija kawę na świeżym powietrzu, zajada lunch. Możecie sobie wyobrazić moje szczęście, gdy podczas wyprawy do Strasburga, udaje mi się znaleźć ostatni wolny stolik, a raczej stoliczek, na zewnątrz jednej ze znanych restauracji.

Czekam, aż miła kelnerka poda mi Flammkuchen*, gdy nagle za horyzontem wyłania się para, nazwę ją roboczo: Jacek i Barbara. Kobieta i mężczyzna przystają obok mojego stoliczka, ich wzrok biegnie dookoła lekko zakłopotany i pada raz po raz na inne stoliki. Zerkam z ciekawości, acz dyskretnie, żeby nie było, że obserwuję, choć obserwuję.
– Puwą nu wu reżądre? – Zagaduje mnie Barbara, pokazując dwa wolne krzesła przy moim stoliczku.
– Tak, tak – odpowiadam z uśmiechem, choć nie rozumiem o co pyta. Ale o co innego może pytać?
Jacek i Barbara dosiadają się do mnie.
Przez chwilę zastanawiam się, co oni sobie myślą. Po drugiej stronie też znajduje się restauracja i to z wolnymi stolikami, nawet ja stąd widzę, że z wolnymi. Mój stoliczek jest tak mały, że ledwo zmieści się na nim Flammkuchen, na które czekam. Ciekawe, jak oni zamierzają zjeść cokolwiek przy moim blacie?
Siedzimy tak, para wymienia między sobą pojedyncze zdania. Kieruję wzrok na nich, sama nie wiem kiedy nawiązuje się między nami rozmowa. Barbara pochodzi z Frankfurtu, a Jacek z Lyonu. Ja z południowej Polski.
– Długo tu jesteś? Co tu robisz?
– Wypytuje mnie Jacek.
– Aaaa, wycieczkę jednodniową sobie zrobiłam – odpowiadam. – Ale nie, nie z Polski jednodniową – dodaję widząc ich zdziwione miny.
Rozmawiamy o miastach, o Zurychu, gdzie obecnie mieszkam, o Pradze, o Kijowie, o Europie Wschodniej. Barbara opowiada mi, że rok temu była w Gdańsku i bardzo jej się podobało, i ludzie byli tacy otwarci.
– Wydaje mi się, że wielu chciałoby dzielić stolik w restauracji… – dodaje w zamyśleniu.
Słońce przygrzewa, stolikowe rozmowy unoszą się nad ulicami Strasburga. Między nimi unosi się nasza, o dzieleniu miejsca w restauracjach, o Tomi Ungerer Museum, do którego tego dnia się wybieram, o Les Misérables, na które wybierają się Jacek i Barbara.

– Dziękuję, było bardzo miło! – Mówię, gdy moi rozmówcy opuszczają mnie.
I uwierzcie mi, naprawdę zrobiło mi się miło. Nie spodziewałabym się, że spontaniczna „dosiadka” przerodzi się w taki przyjemny dodatek do mojego Flammkuchen. Zdarzało mi się wielokrotnie, że ktoś się do mnie dosiadał w różnych sytuacjach i nie zawsze byłam z tego powodu zadowolona. W tym wypadku była to idealna dosiadka na niedzielne popołudnie w Alzacji. Poza tym Jacek i Barbara zamówili tylko coś do picia, więc bez problemu się pomieściliśmy.

IMG_5493

*Tradycyjne danie alzackie: tarta na bazie boczku, cebuli i śmietany

Reklamy

8 thoughts on “Stolik po alzacku

  1. Powiem szczerze, że temat dzielenia stolika poruszałam w minioną ndz z mężem. Nie podoba mi się ten ” zwyczaj”, w Polsce nigdy się z tym nie spotkałam, za to w Niemczech jest nagminny. Cenię sobie prywatność, wobec tego odmawiam towarzystwa. Taka oto jestem zła ja 😉

    Polubienie

    1. Nie jesteś zła ty, po prostu cenisz sobie prywatność 🙂
      Dla mnie ten temat nie jest czarno-biały, to zależy kto się dosiada, w jakich okolicznościach itd. Niemcy mają tradycję Oktoberfest, więc u nich dzielenie stolika to z pewnością rzecz normalna. Uważam, że dosiadanie się do kogoś w kawiarni to nic złego, sama tak robię, jak nie ma miejsca, ale nie nawiązuję rozmowy. Co innego w restauracji, dlatego zdziwiło mnie, jak ta para się dosiadła do mojego Flammkuchen. Ale wyszło na dobre 🙂

      Polubienie

  2. Oj, pewnie, ze bym sie chetnie dosiadla do takiego stoliczka albo podzielila nim z kims innym! 🙂 W Europie to chyba niezbyt popularny zwyczaj (przynajmniej w Wielkiej Brytanii nie wyobrazam sobie takiej sytuacji) ale na przyklad juz w Azji to chyba calkiem normalne. W czasie podrozy po Indiach czesto dzielilismy stoliki z miejscowymi i nikogo to nie dziwilo. A ile sympatycznych rozmow sie przy tej okazji nawiazalo…

    Polubione przez 1 osoba

    1. W Zurychu bywam rzadko w restauracjach 🙂 za to w kawiarniach często i czasem się ktoś dosiada do mnie, albo ja się dosiadam, ale nie nawiązałam jeszcze z nikim w ten sposób rozmowy. Wszystko przede mną 🙂

      Polubienie

  3. hihi mi tak się kiedyś przydarzyło i w Basel i we Frankfurcie ..pomyślałem co kraj to obyczaj jako ciekawostka ..w Stanach raczej wprawiło by to ludzi w osłupienie przy stoliku bo przestrzeń osobista tu jest tak z 1.5 metra co najmnniej ..ale juz prz barze to normalka ,.. bardzo fajna notka

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s